Dziś temat na życzenie.
Opiszę historię Aliny. Pani Alina miała 52 lata i często powtarzała:
„Nie ma się z czego cieszyć, bo i tak coś się zaraz zawali”.
Gdy dostawała dobrą wiadomość – martwiła się, jak długo potrwa.
Gdy planowała urlop – myślała o chorobie, korkach i złej pogodzie.
Gdy coś się nie udawało – utwierdzała się w przekonaniu, że „tak już jest i będzie”.
Ten sposób myślenia był z nią od lat. Nie wynikał ze złej woli, lecz z nawyku mentalnego, utrwalonego przez doświadczenia i lęk przed rozczarowaniem.
Co mówi neurobiologia?
Badania nad neuroplastycznością mózgu pokazują, że mózg zmienia się pod wpływem powtarzanych myśli.
Jeśli regularnie skupiamy się na zagrożeniach – wzmacniamy obwody odpowiedzialne za lęk.
Jeśli uczymy się dostrzegać rozwiązania i sens – wzmacniamy obszary związane z regulacją emocji i nadzieją.
To oznacza, że nawet osoby takie jak Pani Alina nie są „skazane” na pesymizm.
Jak Pani Alina zaczęła budować optymizm?
Nie zaczęła od afirmacji ani „myślenia pozytywnego na siłę”. Zaczęła od małych, naukowo potwierdzonych kroków:
1. Zatrzymywanie automatycznych myśli
Zamiast „na pewno się nie uda”, uczyła się pytać:
„Jakie są fakty, a jakie tylko moje przypuszczenia?”
(To technika znana z terapii poznawczo-behawioralnej).
2. Zmiana języka wewnętrznego
Zamiast: „Zawsze mam pecha”
→ „Tym razem było trudno, ale już bywało lepiej”.
To subtelna, ale bardzo skuteczna zmiana.
Optymizm realistyczny, nie naiwny
Ważne: nauka nie promuje naiwnego optymizmu.
Zdrowy optymizm:
zauważa trudności,
ale nie traktuje ich jako wyroku,
koncentruje się na wpływie i możliwościach działania.
Pani Alina nie przestała widzieć problemów.
Zaczęła jednak widzieć również drugą stronę.
Podsumowanie
Badania naukowe jednoznacznie pokazują, że:
optymizm jest umiejętnością,
można go rozwijać w każdym wieku,
ma realny wpływ na zdrowie psychiczne i fizyczne.
Historia Pani Aliny przypomina, że nawet wieloletni pesymizm nie musi być końcem historii – może być punktem wyjścia do zmiany.
Co zrobić, aby budować optymizm?
Optymizm nie jest kwestią szczęścia ani charakteru „danego raz na zawsze”. Badania z zakresu psychologii pozytywnej, neuronauki i terapii poznawczo-behawioralnej pokazują, że można go rozwijać poprzez konkretne działania. Poniżej przedstawiam trzy najważniejsze kroki – po pierwsze, po drugie i po trzecie – potwierdzone naukowo.
Po pierwsze: zmienić sposób interpretowania wydarzeń
Badania Martina Seligmana wykazały, że kluczowe znaczenie ma tzw. styl wyjaśniania.
Osoby bardziej optymistyczne:
traktują porażki jako przejściowe,
nie uogólniają jednego niepowodzenia na całe życie,
nie przypisują winy wyłącznie sobie.
Co zrobić w praktyce?
Gdy pojawia się trudna sytuacja, warto zadać sobie trzy pytania:
Czy to na pewno będzie trwało zawsze?
Czy dotyczy całego mojego życia, czy tylko tej jednej sytuacji?
Jakie są inne możliwe wyjaśnienia?
Regularne ćwiczenie takiego myślenia obniża poziom lęku i zwiększa odporność psychiczną.
Po drugie: trenować uwagę na pozytywne doświadczenia
Neurobiologia pokazuje, że mózg ma tzw. negativity bias – naturalną skłonność do zapamiętywania zagrożeń. Bez świadomego treningu łatwo przeoczyć to, co dobre.
Po trzecie: zmienić język, którym mówimy do siebie
Badania z zakresu terapii poznawczo-behawioralnej pokazują, że wewnętrzny dialog silnie wpływa na emocje i zachowanie. Słowa takie jak „zawsze”, „nigdy”, „na pewno” wzmacniają pesymizm.
Co zrobić w praktyce?
Zamiast:„Zawsze mi się nie udaje powiedz do samej siebie Tym razem było trudno, ale nie zawsze tak jest”.
Taka zmiana języka nie zakłamuje rzeczywistości, lecz czyni ją bardziej realistyczną i otwartą na rozwiązania.
Na ten temat jeszcze napiszę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz